|
|
środa, 12 grudnia 2007
Zapobiec samobójstwu w szkole.
No i proszę, najpiew narobili rabanu w mediach, a teraz się dziwią że im statystyki samobójstw wśród nastolatków skoczyły gwałtownie w górę. Zapewne wszyscy z Was otrzymali niemalże rozpaczliwe pisma z Kuratorium wieszczące tą nowinę. Prócz biadolenia, którego przyczyna powstała z winy pismaków i panującego nam rok temu ministra Giertycha, zostały tam sformułowane kolejne wytyczne nakazujące powoływać sztaby kryzysowe i przeszkolić nauczycieli w zakresie rozpoznawania, przeciwdziałania i niwelowania skutków samobójstw.
Przede wszystkim należy zaznaczyć że tej nowej fali samobójstw można było zapobiec, nie robiąc szopki z zeszłorocznych przypadków śmierci nastolatków. Niestety akurat paradoksalnie te tragiczne wydarzenia zostały wykorzystane politycznie i medialnie, stały się głównym tematem wszystkich środków przekazu przez długi długi czas. A to wzmocniło syndrom presuicydalny który zawsze jakaś część populacji przeżywa, także ludzie młodzi. Trąbienie w mediach o samobójstwie kogoś o podobnej sytuacji osobistej, choćby w detalach, daje takim osobom sygnał że to jest warty rozważenia sposób rozwiązania swoich problemów, może także sposób na zaistnienie, na ukaranie bliźnich, zwłaszcza młodzież która poniekąd naturalnie przeżywa liczne frustracje i niepowodzenia jest łakoma na taki przekaz. Wystarczy że kilka lub kilkanaście osób podąży tym samym tropem i już mamy zwiększenie statystyki.
No ale w sumie powołanie zespołu kryzysowego i omówienie strategii działania na pewno pozwoli, w razie czego, adekwatnie i mądrze pokierować biegiem spraw kiedy na prawdę się coś złego wydarzy, a szczególnie w dużej szkole lepiej być za wczasu przygotowanym na różne ewentualnosci, także na samobójstwo ucznia.
W skład zespołu, który zostal powołany zarządzeniem dyrektora wszedł dyrektor, psycholog i pedagog, pielęgniarka oraz jedna z nauczycielek. Zadaniem zespołu jest przygotowanie i wdrożenie do działania wytycznych opisujących kroki jakie należy podjąć w razie zagrożenia samobójstwem i innymi wydarzeniami traumatycznymi w placówce. Zespół przedstawia zalecenia w zakresie profilaktyki, rozpoznawania oraz zapobiegania następstwom takich wydarzeń, każdy z członków zespołu jest odpowiedzialny za inny segment reagowania. Zespół przedstawia swoje wytyczne w formie pisemnej dyrektorowi oraz Radzie Pedagogicznej.
Kolejnym punktem, w zasadzie najważniejszym jest przedtawienie głównych symptomów które mogą świadczyć o zagrożeniu popełnieniem samobójstwa, na te symptomy należy uczulić przede wszystkim nauczycieli, szczególnie wychowawców klas, ale takie przeszkolenie przyda się każdemu pracownikowi szkoły który ma częsty kontakt z uczniami.
1. Przede wszystkim zaufaj swojej intucji, jesli zauwazysz zmianę w typowym zachowaniu i wyglądzie ucznia, utrzymującą się dłuższy czas, lub pogarsającą się, przekaż swoje obawy wychowawcy, rodzicom oraz pedagogowi lub psychologowi, osoby te powinny dotrzeć do przyczyny tej zmiany. Nie bagatelizuj takich sygnałów, lepiej dmuchać na zimne niż zaniechać reakcji.
2. Należy zwrócić szczególną uwagę na uczniów mających kłopoty rodzinne, zwłaszcza ofiary przemocy, szczególnie jeśli nakładają się na to dodatkowe czynniki w postaci choroby rodziców, niewydolnosci wychowawczej, słabych wyników szkolnych, niskiej samooceny, niskiej tolerancji na frustrację, słabych zdolnosci interpersonalnych, przeżytej niadawno trudnej sytuacji, zwłaszcza śmierci w rodzinie, brania substancji psychoaktywnych, nieradzenia sobie z emocjami itp.
3. Jesli uczeń wypowiada, bezpośrednio lub pośrednio, chęć odebrania sobie życia nie wpadaj w panikę, porozmawiaj spokojnie z uczniem, dostarcz mu otuchy i wsparcia, wysłuchaj go, nie oceniaj, nie kłóć się z nim, nigdy nie zostawiaj takiego ucznia samego- nawet na chwilę, powiadom o zdarzeniu dyrektora, jesli incydent miał miejsce w szkole, a także rodziców ucznia i lekarza pogotowia Jesli uczeń dokonał próby samobójczej zawiadom też policję.
4. Jesli o chęci odebrania sobie życia dowiesz się przez telefon, spróbuj zachować jak nadłużej kontakt z dzwoniącym, uspokój go, wydobądź od niego informację gdzie się znajduje, jeśli to się nie uda zapisz numer z którego uczeń dzwonił i podaj go policji i pogotowiu ratunkowemu, te służby ustalą adres z którego telefon został wykonany.
5. Pamietaj ze ważne jest byś miał dobry kontakt z uczniami, znał ich problemy, słabe i mocne strony i okazywał im serce i dobroć, nawet jeśli nie mają tego w domu to twoje działania znacznie zmniejszają ryzyko dokonania próby samobójczej.
Mam nadzieję że te wszystkie skrupulatnie przygotowane plany nie będa potrzebne, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Oczywiście nie należy wpadać w panikę i przesadzać w drugą stronę, wszystkie zaproponowane tu działania przeprowadza się spokojnie, z rozwagą i nie wtajemniczając w to wszystkich uczniów, ponieważ im więcej się o tym problemie mówi tym działania są mniej skuteczne.
Warto również pamiętać że pojedyńczy czynnik nie świadczy jeszcze o realnym zagrożeniu próbą samobójczą, przedstawione tu syndromy jedynie maja ukierunkować myslenie i zwrócić uwagę na ewentualność zagrożenia i podjęcie działań profilaktycznych, często zwykłe dobre słowo i czysto ludzkie zainteresowanie sytuacją dziecka oddala widmo nieszczęścia.
Pozdrawiam
poniedziałek, 03 grudnia 2007
Nauczyć myślenia.
Nasze profesory narzekają ostatnio że uczniowie w ogóle nie myślą, że nie chcą się uczyć, tak jakoś przed końcem semestru ich naszło. Smutna to refleksja, w wielu przypadkach prawdziwa.
Ponieważ jest to temat ważny pozwolę sobie na swoją refleksję na ten temat
Nauczyć myślenia jest niezwykle trudne, a bez wsparcia rodziców i wewnętrznej motywacji ucznia jest to właściwie niemożliwe. W sumie w najlepszej sytuacji są nauczyciele z podstawówek bo oni mają jeszcze szansę wzbudzić w dziecku wewnętrzną potrzebę i chęć nauki, w gimnazjum jest już na to znacznie mniejsza szansa, a w liceum już w ogóle z tym ciężko. Niestety jeśli dziecko nie było od małego pobudzane do myślenia, odkrywania nowych rzeczy, a tylko sadzane przed Cartoon Network albo komputerem by nie przeszkadzało, to nawet najlepsza szkoła nie zrobi z niego Einsteina. Taki uczeń prawie na pewno będzie stwarzał problemy i z powodów niedojrzałości emocjonalnej i z powodów deficytów poznawczych.
Jedną stroną tego problemu była przedstawiona wyżej rola rodziny, a drugą jest instytucjonalizm szkoły i jej rola cywilizacyjna wyznaczona niejako przez samą istotę społeczeństwa, oto rodzice zlecają edukację swoich pociech by odebrali wykształcenie zgodne z pewnym standardem wyznaczonym w naszym państwie. Co samo implikuje że szkoła musi nadać ten standard kształceniu i dać okreslone niezbędne porcje wiedzy, a więc poniekąd dać tyle samo każdemu dziecku. Ale ponieważ każde dziecko jest inne, oznacza to że korzysta z tego standardu w nierównym stopniu. A więc i posiądzie różną porcję wiedzy i w różnym stopniu rozwinie myslenie, które jest złożoną czynnością psychologiczną i podlega wpływom szeregu czynników biologicznych, środowiskowych i poznawczych.
A czy szkoła uczy myślenia? Moim zdaniem potencjalnie daje mozliwość rozwinięcia się myślenia, ale z uwagi na czynnik ludzki, zawodny niestety, i to po wszystkich 3 stronach szkolnego życia, rodziców, nauczycieli i uczniów. Nie winiłbym też systemu edukacji za zbytni encyklopedyzm, uważam ze własnie duża ilość różnorodnego materiału jest tą kanwą z której istnieje możliwość rozwinięcia się dobrego myślenia. I nie jest ważne że po 6 miesiącach dziecko juz nie pamięta po kolei wszystkich dopływów Wisły i Odry, że nie wymieni przyczyn upadku Imperium Rzymskiego albo nie poda wzoru na objętość ostrosłupa, ważne jest to że ucząc się tego rozwinęło poznawcze umiejetnosci analizy i syntezy, że wzbogaciło siatkę pojęć, że wie czym smakuje matematyka, geografia, chemia i biologia. To jest ten najcenniejszy kapitał który młody człowiek wynosi ze szkoły.
Mówi się ze szkola powinna uczyć rzeczy które przydadzą się w życiu a nie kazać wkuwać masę niepotrzebnego materiału, ale kto z pełna odpowiedzialnością powie co będą robić w dorosłosci dzieci które teraz poszły do pierwszej klasy podstawówki? Obecny świat jest tak zmienny, tak szybko prze do przodu, trendy na rynku pracy zmieniają się z roku na rok, wchodzą nowe zawody inne odchodzą, wiedza z niektórych dziedzin się szybko dewaluuje. W takim świecie jedyną potrzebną umiejętnością którą szkoła powinna dawać młodemu człowiekowi jest umiejętność szybkiego przyswajania wiedzy, wyszukiwania wiedzy, elastycznosci i odporności na zmiany, innymi słowy, ujmując sprawę neurobiologicznie plastyczny mózg, z dużą ilością połączeń synaptycznych o wysokiej wadze synaps i niskim progu pobudzenia jest jedynym pewnym kapitałem każdego ucznia, i to powinna dawać polska szkoła możliwie jak największej liczbie absolwentów. A czy daje to już inne zagadnienie, ale na pewno nie powinna zmieniać się w kierunku liberalizacji wymagań i zmniejszania programów, a raczej w kierunku uatrakcyjnienia sposobów podawania wiedzy, większej interaktywnosci i wspomagania uczniów słabych i wybitnie zdolnych.
sobota, 01 grudnia 2007
"Udeptać" pierwszoklasistów.
Takie właśnie hasełko przyświecało ciału pedagogicznemu w ostatnim tygodniu, zwłaszcza w kontekście uczniów klas pierwszych w naszej zawodówce.
Rzeczywiście klasy te nie są najłatwiejsze w prowadzeniu, zwłaszcza biorąc pod uwagę że tworzy je młodzież która słabo radziła sobie w gimnazjum i sprawiała tam kłopoty wychowawcze. Z poprzednich szkół wyniesli nawyki nie koniecznie pasujące do szkolnictwa średniego szczebla, wnieśli też bagaż swoich doświadczeń, zarówno domowych jak i szkolnych, czy podwórkowych, nie zawsze ułatwiające adaptację i usamodzielnienie. Część nauczycieli radzi sobie z nimi całkiem nieźle, niektórzy nawet świetnie, aż miło popatrzeć, ale niestety kilku profesorów trochę zbyt dosłownie potraktowało słowo "udeptać".
Styl konfrontacyjny i występowanie z pozycji siły to nie jest najlepszy sposób dotarcia do młodych gniewnych. Jesli dodamy do tego obrzucanie salwami pretensji i ciągły krzyk to mamy dramat i gotową wojnę nauczyciela z klasą.
Sam prowadziłem lekcje w klasach zawodowych i nie musiałem uciekać się do pozycji siły i wrzasków, by uspokoić niesfornych uczniów wchodzę z nimi w dialog, pytam o czym tak dyskutują, zadaję pytania dotyczące tematu zajęć, zamieniam różne sytuacje w żart, to zwykle pomaga ich opanować. W kontakcie z nimi wykazuję szacunek i zrozumienie, traktuję ich serio, staram się zawsze wysłuchać tego co mówią, tłumaczę swoje decyzje i swoje zdanie, jednocześnie pilnuję granic, ustalam zasady, by lekcja nie wymknęła się spod kontroli. Staram się też zwracać uwagę na dynamikę lekcji w tym celu obserwuję reakcje klasy, jak trzeba to aktywizuję uczniów albo ich uspokajam. To własnie są, wg mnie, najważniejsze punkty udanego spotkania z klasą szkolną, obojętnie na jakim poziomie edukacyjnym, sprawdza się zarówno w podstawówce jak i w liceum, oczywiście należy tylko pamiętać o dostosowaniu przekazywanych treści do wieku uczniów. Widać że jeszcze jest nad czym pracować u nauczycieli, oczywiście uczniowie też nie są święci, ale nad nimi pracujemy z pedagogiem cały czas ;) W przypadku nauczycieli dochodzi jeszcze problem trudności w przyjmowaniu krytyki no i tez tego że jednak ja, dość młody człowiek i swieży w szkole nie mogę ingerować w pracę starszych kolegów po fachu. Poza tym psycholog, jako ciało obce w edukacji, nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem i traktowaniem serio, zwłaszcza przez starszych nauczycieli. Całe lata radzili sobie sami i nie widzą powodu by teraz słuchać nowatorskich pomysłów jakiegoś "faceta od czubków", który tak naprawdę nie ma za dużego doświadczenia. Na szczęście jednak są to jednostkowe przypadki, większa część grona nauczycielskiego, a także rodzice, dobrze współpracują i razem tworzymy porozumienie na rzecz lepszej pracy z uczniem.
niedziela, 25 listopada 2007
W Kuratorium się nudzą.
Kuratorium Oświaty co jakiś czas wpada na dość zaskakujące pomysły, jest to chyba związane z porami roku, bo zwykle zdarza się to jesienią i na wiosnę. Wtedy właśnie, na przekór zmiennej aurze, umysł przecietnego urzędnika kipi od nowatorskich pomysłów. Nowatorski pomysł, jak wynika z definicji musi być zupełnie nowy i wcześniej nie znany, a więc, by przygotować się do jego realizacji potrzebna jest.... tak tak... ankieta badająca skalę zjawiska przeprowadzona w szkołach w danym województwie. Oczywiście ankiety tej nie wypełnia urzędnik którego oświeciło nowym pomysłem, ale zleca się to dyrektorowi placówki. Dyrektor jest osobą zwykle dość mocno zajętą i nie lubi dostawać poleceń z Kuratorium, no ale skoro Kuratorium karze, ba, nawet termin wyznacza, to ktoś musi to zrobić.
Najnowsza ankieta dotyczy uczniów przewlekle chorych... i zgadnijcie kto dostał ją do wypełnienia?
Tak, niestety oczywiście ja, razem z pielęgniarką ;p
Biedziliśmy się nad tym 3 dni, trzeba było wyszukać, co śmieszniejsze wbrew przepisom o ochronie tajemnicy medycznej, na jakie choroby przewlekłe chorują nasi uczniowie. Następnie okroić wykrytą liczbę uczniów by pasowała do bzdurnej definicji choroby przewlekłej wymyślonej w tymże Kuratorium, a następnie odpowiedzieć na szereg, dociekliwych pytań kołujacych wokół tego jak to my sobie radzimy z takimi uczniami i czy wykryliśmy w związku z tym jakieś potrzeby i braki w organizacji kształcenia takim uczniom.
Wiadomo przecież że nie jesteśmy szkołą specjalną ani integracyjną i że nie przyjmujemy uczniów z niepełnosprawnościami utrudniającymi proces edukacji, w zwiazku z tym nie potrzeba nam żadnych dodatkowych sprzętów, no może poza windą którą by się dało zainstalować na klatce schodowej i byśmy mogli przyjąć uczniów na wózkach inwalidzkich, ale nie sądzę by dzięki tej ankiecie spłynął na nas deszcz pieniędzy na taką windę, już kiedyś szkoła się starała o sfinansowanie tego zakupu, został napisany kosztorys i projekt, ale sprawa rozbiła się o brak funduszy.
Z pomocą tym uczniom radzimy sobie sami, jest pielęgniarka, jest pedagog i jestem ja, jak coś się dzieje to współdziałamy, rozmawiamy z samym uczniem i z jego rodziną, a także nauczycielami, interesujemy się jego czy jej zdrowiem by np po pobycie w szpitalu ułatwić nadrobienie zaległości, by też wiedzieć co robić jak się źle poczuje. I to w zasadzie wszystko, trochę wyrozumiałości, serca, zainteresowania, nie trzeba wielkiej filozofii, a już na pewno nie dennie i niedbale napisanej ankiety, która i tak nic nie poprawi w tym względzie.
Na pocieszenie mogę powiedzieć że nie tylko nasze Kuratoria pozostawiają wiele do życzenia, ostatnio w Antyradiu słyszałem że Kuratorium z Mediolanu we Włoszech wysłało odpowiedź na zgłoszenie do pracy do człowieka który złożył je w latach 70tych (startował na szkolnego woźnego), wtedy nie odpowiedzieli więc facet znalazł inną robotę i żył sobie spokojnie, ale w latach 90tych zmarł na zawał, a teraz, po tylu latach, Kuratorium sobie o nim przypomniało i wysłało zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, żenada ;p
niedziela, 18 listopada 2007
Czego nie potrafią nazwać uczniowie?
No własnie, wydawałoby się że uczniowie przypiszą wszystkiemu co tylko zobaczą jakąś nazwę, mniej lub bardziej poprawnie, z większym lub mniejszym poczuciem humoru, mniej lub bardziej trafnie, ale jednak jakoś... i w większości sytuacji szkolnych jest to prawda, a to przezwą nauczyciela, woźną albo kolegę, a to jakoś wybrną podczas odpowiedzi przy tablicy, a to zabłysną przed kolegami nowym tworem słownikowym. I można by tak jeszcze wymieniać, by pokazać uczniowską zdolność i giętkość myślenia, każdy nauczyciel zna takich przykładów tysiące, ale jest jedna dziedzina przy której, wynika to z moich obserwacji, uczniowie stają zupełnie bezradni, operujac bardzo niezręcznie maksymalnymi uproszczeniami. Tą dziedziną są emocje, zwłaszcza w aspekcie pozytywnym, ale również i w negatywnym za dobrze nie jest.
Weźmy prostą scenkę, zajęcia integracyjne, siedzimy w kręgu, proszę o przedstawienie się każdego ucznia i podania jakiejś swojej pozytywnej cechy, najlepiej zaczynającej się na tą samą literę co imię. I tu klops, bo podawali same banały, krążyły te same cechy, koleżeński, miły, zabawny, i to w każdej klasie tak samo było. Później zrobiłem inną zabawę, polegała na rzucaniu kłębkiem wełny do jakiejś osoby, powiedzeniu jej imienia oraz jakiegoś komplementu, i oczywiście ta sama sytuacja, bo jest miła, sympatyczna, koleżeńska i zabawna, buuf, poprostu horror, zupełny analfabetyzm emocjonalny. Zrobiłem też raz lekcję o emocjach, klasa samych dziewczyn, wiec niby powinno byc lepiej, i nawet było, aczkolwiek nie całkiem, z trudem ustaliliśmy listę podstawowych emocji pozytywnych i negatywnych, z jeszcze większym trudem omówiliśmy rozpoznawanie emocji u siebie i innych ludzi.
Tak więc jak widzicie nie jest dobrze z edukacją emocjonalną u naszych uczniów, obserwowałem to i w zeszłym roku w innej placówce i widzę też w tym. Nawet coś takiego jak nazwanie swojego stanu emocjonalnego, poza okeśleniem jestem wkurzony albo zły, lub też jest OK, w porzadku, jest dużym problemem. A jak coś jest nazwane to dopiero wtedy jest dostępne świadomości, dopiero wtedy można coś z tym robić.
Są to dane zatrważajace w ręcz, zwłaszcza w kontekscie tego że życie młodego człowieka proste nie jest, i że młodzi coraz częściej popadają w depresję, rośnie też liczba samobójstw nastolatków. Jest to wynikiem tego że wymagania wobec nich rosną, ale zubaża się dostępne młodzieży sposoby radzenia sobie. Zaniedbuje się ich emocjonalnie, zarówno w domu jak i w środowisku równieśniczym, częstokroć w szkole także.
Nie dziwne zatem że nie radzą sobie z przyłaczającym ich światem, że rośnie patologia, zachowania problemowe, które są pochodną tego ze dziecko nie umie inaczej poradzić sobie z wewnętrznym napięciem i problemami, że nie wie jak wyrazić podziw dla kolegi, jak poprosić o pomoc, jak zostać zaakceptowanym w grupie. Mało tego, wszelkie konflikty, spora część niepowodzeń, porażek jest wynikiem braku inteligencji emocjonalnej i społecznej. Badania pokazują też że inteligencja społeczna i emocjonalna jest ważnym predyktorem sukcesów szkolnych i zawodowych, wcale nie mniej ważnym niż inteligencja werbalna i niewerbalna.
Dlatego też ja, psycholszkolny, napiszę kompleksowy program zajęć z inteligencji emocjonalnej i zacznę go realizować od nowego roku, niestety póki co nie ma na to godzin ;p
Ale przygotowałem już program ratunkowy, w propozycjach godzin wychowawczych są tematy do realizacji na temat elementów inteligencji emocjonalnej i społecznej w najbardziej praktycznym aspekcie, dotyczącym różnych sytuacji trudnych.
Wiem ze niektóre szkoły, zwłaszcza gimnazja, realizują program podstaw psychologii, to dobry pomysł, bo dzięki temu poszerzamy samoświadomość uczniów, a to pomoże im łatwiej pokonywać trudności i rozwijać się.
|